Konserwacja samochodów dostawczych to niwelowanie korozji!
Producenci aut dostawczych traktują je jako narzędzia pracy o określonym cyklu życia. Aby utrzymać konkurencyjną cenę, oszczędności szuka się w zabezpieczeniu antykorozyjnym. Cieńsze warstwy lakieru, brak pełnego ocynkowania blach i niemal symboliczna konserwacja podwozia sprawiają, że blacha jest bezbronna w starciu z solą drogową i wilgocią.
Dodajmy do tego ekstremalne warunki: place budowy, tysiące kilometrów w błocie pośniegowym i wilgoć zbierającą się wewnątrz furgonu. Efekt? Auto często zaczyna „gnić” od środka, a gdy rdza pojawia się na zewnątrz, na ratunek bywa już za późno.
Słabe zabezpieczenie fabryczne:
Producenci traktują dostawczaki jako narzędzia pracy, które mają na siebie zarobić w ciągu kilku lat leasingu, a nie przetrwać dekady. Aby obniżyć cenę zakupu, stosuje się cieńsze warstwy lakieru i uboższe zabezpieczenie podwozia oraz profili zamkniętych w porównaniu do aut osobowych.
Ekstremalne warunki eksploatacji:
Auta te pokonują ogromne dystanse w każdych warunkach pogodowych. Częsty kontakt z solą drogową, błotem i chemią, połączony z rzadkim myciem podwozia (ze względu na gabaryty), sprawia, że ogniska korozji rozwijają się błyskawicznie. Dodatkowo uszkodzenia mechaniczne na budowach czy przy załadunku odsłaniają gołą blachę.
Wilgoć uwięziona wewnątrz konstrukcji:
Furgony często przewożą wilgotne towary, a ich paki nie zawsze są idealnie wentylowane. Para wodna skrapla się na wewnętrznych ściankach i spływa do profili zamkniętych oraz progów. Gdy odpływy zapchają się pyłem lub piachem, woda stoi w środku, powodując, że auto dosłownie „gnije” od wewnątrz, co staje się widoczne dopiero, gdy rdza przebije się na zewnątrz.
Realizacja fabrycznie nowego Renault Trafic